Uznałem że czas podzielić się precyzyjniej wrażeniami nowego systemu, szczególnie że przez ostatnie trzy dni miałem przyjemność obcować z Nikonem D3x.
Body
Wyznaję zasadę, iż to nie korpus jest najważniejszą częścią zestawu. W pewnym stopniu zmieniło się to wraz z coraz lepszymi matrycami u niektórych producentów, jednak jeśli nie będziemy mieli dobrego szkła to najlepsza puszka nie pomoże. Różnice w stosunku do Canona 50D są znaczne – zaczynając od wagi, a kończąc na ergonomii. O ile trudno spierać się, który interfejs jest lepszy, gdyż w dużym stopniu zależy to od preferencji użytkownika, to podejście Nikona z osobnym przyciskiem czy przełącznikiem dla niemal każdej funkcji ma swoje zalety. Dzięki temu właśnie miałem możliwość natychmiastowej zmiany trybu AF z One Shot na Continuous, gdy wiewiórka zaczęła swój rudy bieg w moim kierunku. W Canonie wymagałoby to wciśnięcia jednego przycisku na górze aparatu oraz przekręcenia kółka – przez sześć lat nie opanowałem tej zmiany bez odrywania oka od wizjera. Wadą jest niewątpliwie przednie kółko pod palcem wskazującym – Canon umieścił je pod dużo wygodniejszym kątem. Cała reszta zależy już od indywidualnych preferencji. W każdym razie do body nie mam żadnych zastrzeżeń.
Wczoraj z przykrością pożegnałem się z D3x, którego miałem przez trzy dni. Niestety były to dni deszczowe i zimne bez żadnego ciekawego światła, więc udało mi się wybrać na dwugodzinny spacer do Łazienek. Zdjęć nie pokażę, bo po prostu nie ma czego – zachmurzone niebo i wredna aura nie podbudziły mnie twórczo. Miałem za to okazję trzymać go w ręce dłużej i po powrocie uznałem, że jest znacznie wygodniejszy w użytkowaniu od D700 z gripem (którego nie kupiłem celowo ze względu na absurdalne gabaryty). Tak po prawdzie to mam wrażenie, że D700 jest solidniej wykonane, ale może to wynikać z tej prostej przyczyny że egzemplarz D3x był mocno przechodzony jako demówka Nikona.
Obiektywy
Z lenistwa i wygody przy Canonie zdecydowałem się na zakup zoomów – wyposażyłem się od 16 do 200mm w trzech szkłach. O ile 16-35 f/2.8L był zacny to mój obecny Nikkor 14-24 f/2.8G bije go na łeb – lepszy pod każdym względem, a w szczególności jeśli chodzi o ostrość w rogach nawet na pełnej dziurze. Przypominam, że porównuję matrycę APS-C i pełną klatkę – testy na 5D wykazały jeszcze większe braki w rogach L-ki. Jedynymi minusami Nikkora są utrudnienia w montażu filtrów oraz spore bliki pod światło – na to pierwsze mam nadzieję zaradzić w niedalekiej przyszłości.
Drugi obiektyw, 24-70 f/2.8L, sprawował się znakomicie na moim staruteńkim 10D, jednak przesiadka na 50D wyciągnęła z niego sporo syfu – nie nadążał za gęstością pikseli na matrycy i objawiało się to dziwnymi podwójnymi brzegami podczas zdjęć pod światło oraz ogólnym ich zmiękczeniem – ponowne podpięcie go do 10D likwidowało te usterki. Ten zakres zastąpiłem standardem, czyli 50-tką f/1.4G, z którego jestem bardzo zadowolony. Przy pełnej dziurze przy ostrym świetle wykazuje lekkie aberracje chromatyczne, ale nic nadzwyczajnego a jego ostrość od f/4 powala na kolana. Tymczasowy komplet dopełni Zeiss ZF 2/100 Makro-Planar T*, a później będę się rozglądał za tele …
D3x miałem okazję przetestować z 24-70 f/2.8G – obiektyw bardzo mi się podoba, jest niesamowicie uniwersalny w tej kategorii, mniejszy od odpowiednika Canona i świetny optycznie. Nie jestem w stanie powiedzieć, który jest lepszy. Bokeh na pełnej klatce vs. APS-C oczywiście bardziej mi odpowiada, ale moja ostatnia awersja do zoomów powoduje że to szkiełko w najbliższej przyszłości nie zagości w moim plecaku.
Produkt końcowy, czyli zdjęcia
Najważniejsze w końcu są zdjęcia jakie robimy naszym sprzętem i tutaj dopiero widać znaczną różnicę. Zdjęcia z 50D charakteryzowały się znacznym rozmyciem spowodowanym m.in. dyfrakcją, która zaczyna występować już przy f/7.6 (f/6.3 w Canonie 7D, f/13+ w D700, f/9 w D3x). Szumy widoczne przy ISO 100 również mnie zaczęły zniechęcać – owszem przy ISO 800+ radził sobie lepiej niż 10D, ale lata świetlne dzielą go od D700. Mówię oczywiście o subiektywnych wrażeniach, ponieważ Nikona charakteryzuje monochromatyczne ziarno, przypominające fotografię analogową. 50D z kolei posiada znacznie więcej kolorowych plam typowych dla chroma noise.
D3x nie testowałem powyżej ISO 400, więc niewiele mam do powiedzenia na temat szumów w nim, ale preferuję jakość zdjęć z niższego rangą brata. Nie dlatego, że takiego mam, tylko wynika to z mojej niechęci do dużej gęstości matryc. Znacznie ważniejsze dla producentów powinno być zwiększanie dynamic range oraz samej jakości zdjęcia. W jaki procent z nas drukuje billboardy, które i tak nie ogląda się z odległości 10cm?
Na moją listę wymarzonych aparatów trafia D3s (obok Leici M9), a D3x pozostawię dla fotografów studyjnych dla których według mnie znacznie lepiej się nadaje.
PS. Jutro mam nadzieję na jeszcze kilka godzin nocą spędzonych z D3x, więc postaram się o jakiś Time Lapse.
Podobne artykuły:
- Ilość kontra jakość Będąc na urlopie miałem do dyspozycji dwa bardzo ciekawe zestawy...
- Nikon D800 — pierwsze zdjęcia Nikon Rumours pokazał pierwsze zdjęcia nadchodzącego Nikona D800. Ma być...
- Nikon D3s – prowadzi nas tam, gdzie żaden piksel jeszcze nie powędrował Nikon dzisiaj przedstawił spodziewany od paru dni model D3s. Niewiele...
- Nikkor AF-S 85mm f/1.4G – sporo informacji Na Nikon Rumors pojawiło się sporo sampli i informacji na...
- Nikon D7000 — Canon 60D killer Już jest! Jeden z najpopularniejszych DSLR na świecie doczekał się...
- Nowy firmware dla Nikonów Nikon wypuścił nowy firmware dla D3x, D3, D700 i D300s....